_

Hegel powiada gdzieś, że wszystkie historyczne fakty i postacie powtarzają się, rzec można, dwukrotnie. Zapomniał dodać: za pierwszym razem jako tragedia, za drugim jako farsa. (…)

Tradycja wszystkich zmarłych pokoleń ciąży jak zmora na umysłach żyjących(…)

Rewolucja socjalna (…) nie z przeszłości, lecz jedynie z przyszłości czerpać może swoją poezję. Nie może ona stać się sobą, póki nie wyzbędzie się wszelkiej zabobonnej wiary w przeszłość. Poprzednie rewolucje potrzebowały reminiscencji historycznych, by mamić się co do swojej własnej treści. Rewolucja (…) umarłym pozostawić musi grzebanie umarłych, by dotrzeć do własnej treści.

* Marks, „Osiemnasty Brumaire'a Ludwika Bonaparte”

Hiszpania w kontekście historycznym

Artykuł Davida Graebera, „Dlaczego świat ignoruje rewolucyjnych Kurdów w Syrii?” był szeroko rozpowszechniany w prasie anarchistycznej i liberalnej. W nim to mówi o „skandalu”, jakim jest ignorowanie rewolucji społecznej w Zachodnim Kurdystanie (Rojava) przez wszystkich łącznie z nieokreśloną „rewolucyjną lewicą”. Decyduje się zacząć w celowo subiektywnym tonie, ogłaszając że jego ojciec zgłosił się na ochotnika do walki w Brygadach Międzynarodowych w hiszpańskiej wojnie domowej w 1937. Kontynuuje:

Niedoszły faszystowski przewrót został tymczasowo zatrzymany przez robotnicze powstanie, któremu przewodzili anarchiści i socjaliści, a w wielu miejscach Hiszpanii wywiązała się prawdziwa rewolucja społeczna, prowadząc do ustanowienia bezpośrednio demokratycznego zarządu w miastach, kontroli robotniczej nad przemysłem i do radykalnego upodmiotowienia kobiet.

Hiszpańscy rewolucjoniści mieli nadzieję na stworzenie wizji wolnego społeczeństwa, za którą podążyć mógł cały świat. Natomiast światowe mocarstwa ogłosiły politykę „nieinterwencji” i utrzymywały rygorystyczną blokadę na republikę, nawet po tym jak Hitler i Mussolini, pozorni sygnatariusze, zaczęli wysyłać oddziały i broń dla wsparcia strony faszystowskiej. Skutkiem były lata wojny domowej, która skończyła się stłumieniem rewolucji i jednymi z najbardziej krwawych masakr krwawego stulecia.

Nigdy nie przyszło mi na myśl, że w swoim życiu byłbym świadkiem tego samego.

http://www.theguardian.com/commentisfree/2014/oct/08/why-world-ignoring…

Nasz profesor antropologii (1) wyraźnie potrzebuje pilniej studiować historię. Wojskowy przewrót z 18 lipca 1936 przeciwko Drugiej Republice Hiszpańskiej nastał po latach walki klas. Front Ludowy socjalistów i liberałów nie wiedział, jak odpowiedzieć ale robotnicy tak. Gdy liberalni ministrowie odmówili wydania broni robotnikom, ci zaatakowali koszary reżimu i uzbroili się sami. Wywołało to rewolucję społeczną, która w różnych częściach Hiszpanii była niemal taka jak opisuje to Graeber. Jednakże nie tknęła ona władzy politycznej burżuazyjnej Republiki Hiszpańskiej. Państwo nie zostało zniszczone. Czołowi anarchiści z CNT-FAI zdecydowali się poprzeć regionalny rząd Katalonii burżuazyjnego Luisa Companysa a potem, zaledwie 5 miesięcy później, wstąpili do rządu madryckiego z liberałami i stalinistami. Zdecydowali się przedłożyć walkę przeciwko „faszyzmowi” nad rewolucję społeczną. Robiąc to porzucili wszelką agendę klasy pracowniczej i wydali rewolucję w ręce burżuazji. Jest to najbardziej haniebny epizod w historii anarchizmu i większość anarchistycznych historyków zgodzi się z tym werdyktem (2).

Graeber, choć przywołuje historię, stawia ją na głowie. Dla niego to fakt, że Hitler i Mussolini uzbroili Franco doprowadził do porażki rewolucji. Nie do końca. Tak naprawdę winne było porzucenie rewolucji społecznej na rzecz militarnych potrzeb „antyfaszyzmu”. To rewolucja społeczna lipca 1936 pobudziła masę ludności do walki dla siebie i o nowe społeczeństwo. Nie mówimy że zwyciężyłaby, biorąc pod uwagę jej ówczesną izolację, ale pozostawiłaby nam bardziej inspirujące dziedzictwo. Tak naprawdę historia hiszpańskiej klasy robotniczej była tak odmienna od reszty Europy (hiszpańska burżuazja na przykład nie brała udziału w pierwszej wojnie światowej), że hiszpańscy robotnicy okazali się osamotnieni w swojej walce. Reszta europejskiej klasy robotniczej nie otrząsnęła się z porażki fali rewolucyjnej jaka położyła kres I wojnie światowej. Klęska ta już pozwoliła faszyzmowi na zwycięstwo we Włoszech i Niemczech.

Imperialistyczne manipulacje

A także określiła imperialistyczny kontekst w którym doszło do hiszpańskiej wojny domowej. Graeber jest niedokładny także wtedy, gdy mówi, że wszystkie wielkie mocarstwa podpisały się pod „nieinterwencją”. Była to obłudna polityka francuskiej i brytyjskiej klasy rządzącej, która miała nadzieję na przekonanie sił Osi do ataku na ZSRR (tym samym pozwalając im na pozbieranie potem kawałków). Wciągnęli w to Mussoliniego próbując dokonać rozłamu w Osi, lecz nie powiodło się to.

W preludium do drugiej wojny światowej ZSRR Stalina także musiał znaleźć sposób na uzyskanie sojuszników. Uczynił już „antyfaszyzm” swoim sloganem w listopadzie 1935. I na tej podstawie pomógł sformować rządy Frontów Ludowych w Hiszpanii i Francji. Zamysł był taki, by przekonać zachodnie demokracje do zaufania radzieckiemu „pariasowi”. ZSRR potajemnie zbroił Republikę Hiszpańską od początku (wraz z Meksykiem, jedynym państwem które to zrobiło). A kto płaci, ten wymaga. Choć Hiszpańska Partia Komunistyczna (PCE) miała jedynie 6000 członków w 1936, natychmiast napęczniała od przejścia na jej stronę młodzieżówki Partii Socjalistycznej pod przywództwem Santiago Carillo. I urosła znacznie większa poprzez sprzeciwianie się tej samej rewolucji społecznej, która była początkiem oporu wobec Franco. Drobnomieszczaństwo w republikańskiej Hiszpanii garnęło się do niej dla obrony przed anarchistami. I wkrótce w Madrycie pojawili się komunistyczni ministrowie, a aparat bezpieczeństwa (SIM) został przejęty przez PCE. Do Hiszpanii wysłano stalinowskich pachołków pokroju Palmiro Togliattiego („Towarzysza Ercole”) i Ernö Gerö w celu przeprowadzenia nagonki na prawdziwych rewolucjonistów. Odbyła się ona głównie po fiasku maja 1937 w Barcelonie, gdzie wybuchła walka między CNT i POUM po jednej stronie a stalinistami po drugiej. Skończyła się rozejmem, lecz ze stalinistami przy kierownicy (jako że „walka antyfaszystowska” była najważniejsza) i dalszymi masakrami ich przeciwników po stronie republikańskiej. Na każdym etapie staliniści usprawiedliwiali swoje przejmowanie aparatu państwowego potrzebą uczynienie „walki z faszyzmem” bardziej efektywną. Wszystko, co ono zrobiło to demoralizacja i zniszczenie inicjatywy mas i utorowanie drogi do końcowego zwycięstwa Franco i jeszcze dalszych masakr. Graeber ma rację że rewolucja została stłumiona, nie przez Franco a przez „antyfaszystów” jakich teraz chce naśladować.

Jest to, czego wielu na lewicy, od anarchistów pokroju Graebera po tradycyjną marksistowską lewicę trockistów i stalinistów, nie może pojąć. Antyfaszyzm był ideologią jednej strony imperialistycznego równania lat 30., która miała mobilizować ludność do imperialistycznej wojny. Zadziałał. Ojciec Graebera nie był jedynym, który zgłosił się do Brygad Międzynarodowych. Tak samo zrobił mój Tata, hutnik, w 1938. Był wtedy 16-letnim dostawcą rzeźnika i nie miał silnych przekonań politycznych. Został (na szczęście!) odrzucony na podstawie swojego wieku, ale jego reakcja była właśnie tym, na co liczył blok aliancki w II wojnie światowej dla mobilizacji klasy robotniczej dla jeszcze jednej rzezi po tym, jak „wojna kończąca wszystkie wojny” skończyła się w 1918. Nikt nie walczyłby już za „króla i kraj”, lecz wielu uważało walkę ze złem faszyzmu za godną ryzykowania własnym życiem.

I tak raz jeszcze historia częściowo się powtarza, najpierw jako tragedia, potem jako farsa. Graeberowie, jak i staliniści oraz trockiści ubierają się w szaty przeszłości by wezwać do wsparcia kurdyjskich nacjonalistów przeciwko „faszystowskiemu” lub „kryptofaszystowskiemu” Da'esz czy też Państwu Islamskiemu w Rojavie. Da'esz to potworna, reakcyjna siła dopuszczająca się czynów godnych Czyngis-chana i jego mongolskich ord, ale walka dla nich lub przeciwko nim nie jest dla autonomicznej klasy pracowniczej. Powinniśmy być świadomi imperialistycznego kontekstu tego, co dzieje się w Syrii, Turcji i Iraku zanim zaczniemy nakłaniać kogokolwiek by pojechał walczyć dla PYD (3). PYD jest zdominowana przez PKK, choć ze względów dyplomatycznych mówi, że nie jest (PKK jest na arenie międzynarodowej potępiana jako „terrorystyczna”, podczas gdy PYD nie jest). „Demokratyczny” czy „mutualistyczny” zwrot PKK ma na celu głównie pozyskanie poparcia na Zachodzie, tak jak „antyfaszyzm” i „Front Ludowy” miał pełnić taką funkcję dla radzieckiego imperializmu w latach 30.

Da'esz to twór tej samej imperialistycznej koalicji, która je teraz bombarduje (4). Bez rozczłonkowania irackiego państwa pod przywództwem USA po 2003, nie byłoby przestrzeni w której mogłoby działać IS. Bez początkowych dostaw broni przez sunnickie reżimy w Arabii Saudyjskiej i Katarze, IS byłoby niczym. A reżim kurdyjski w północnym Iraku był największym beneficjentem polityki USA. Tamtejszy rząd Kurdyjskiej Partii Demokratycznej Barzaniego jest bliskim sprzymierzeńcem USA i Turcji, i eksportuje swoją ropę do Turcji poprzez niedawno ukończony, nowy rurociąg. IS, zyskawszy własne źródła gotówki, wyrwało się spod kontroli swoich pierwotnych imperialistycznych panów i realizuje własne cele. Raz jeszcze są analogie do lat 30., ale nie taki o jakich chcieliby myśleć antyfaszyści. W 1939 Stalin porzucił „antyfaszyzm” by podpisać pakt Ribbentrop-Mołotow (5) z tymi samymi faszystami, w walce z którymi rzekomo zginęli robotnicy w Hiszpanii. Tak wtedy jak i dziś, imperialistyczne imperatywy mogą dyktować nazwę sprawy. Cokolwiek nie zapewniają Graeber i s-ka, obecna walka w Syrii jest walką o imperialistyczną kontrolę nad terytorium.

„Eksperyment społeczny” Rojavy

A to, co dzieje się w Rojavie nie jest tak cudowne jak mówi Graeber. Jedynie powtarza propagandę PYD. Tak naprawdę odnosi się wrażenie (biorąc pod uwagę stosunkową wagę słów temu poświęconych), że jest bardziej pod wrażeniem „nawrócenia” stalinisty Ocalana na idee „wolnościowego municypalizmu” późnego Murraya Bookchina, ideologię bliską sercu Graebera.

PKK ogłosiło, że nie dąży już dłużej do utworzenia państwa kurdyjskiego. Zamiast tego, zainspirowana częściowo wizją społecznego ekologa i anarchisty Murraya Bookchina, przyjęło wizję „wolnościowego municypalizmu”, wzywając Kurdów do utworzenia wolnych, samorządnych wspólnot, opartych o zasady demokracji bezpośredniej, które zebrałyby się ponad narodowymi granicami- które, mają nadzieję, stałyby się z czasem bez znaczenia. W ten sposób, zaproponowali, walka kurdyjska mogłaby stać się modelem dla światowego ruchu na rzec prawdziwej demokracji, kooperatywnej gospodarki, i stopniowego rozwiązania biurokratycznego państwa narodowego.

Och, żeby to tylko była prawda! PKK zrewidowała swoją strategię, wycofała swoich bojowników przez turecką granicę do Iraku i stonowała stalinizm celem przedstawienia się jako „demokratyczną”. Ale nawet Graeber uznaje, że pozostają pewne „autorytarne elementy”, chociaż nie rozwija tego tematu. Pomóżmy mu. Według samej PYD, występuje forma dwuwładzy w której słynne samorządne społeczności współistnieją razem z układem parlamentarnym całkowicie kontrolowanym przez PYD. Nietrudno odgadnąć kto ma rzeczywiste znaczenie. PYD utrzymuje faktyczny monopol na broń (6). Jest państwem. A w każdym kraju (Iraku, Iranie i Syrii) miejscowa kurdyjska burżuazja ustanowiła podobne byty narodowe. Mogą nie być uznawane przez międzynarodowy imperializm, lecz są państwami jedynie nie z nazwy. W pewien sposób odbijają się na życiu ludzi bardziej niż państwo w Wielkiej Brytanii. Na przykład, jeśli jesteś w wieku powyżej 18 możesz zostać powołany do wojska (7). A co się tyczy rzekomego internacjonalizmu PYD, jej przywódca Salih Muslim zagroził wygnaniem wszystkich Arabów z „kurdyjskiego” terytorium w Syrii pomimo faktu, że większość z nich się tam urodziła (8). Kobiety mogą być ogólnie swobodniejsze w Kurdystanie niż w sąsiednich terytoriach, lecz to wszystko jest relatywne. Było wiele oskarżeń o istnienie gwałcicielskiej czy seksistowskiej kultury wśród peszmergów, a sam Ocalan zdaje się nie tylko na to przyzwalać, lecz także samemu się do tego przyznawać. Nic z tego nie zostało omówione w zbyt krótkim sprawozdaniu Graebera na temat cudów Rojavy.

Jedynym słowem, jakiego brakuje w relacji Graebera jest klasa. Dla niego Rojava jest „ruchem ludowym” tak samo jak było nim Occupy. Druga wojna światowa była po stronie alianckiej zachwalana jako „wojna ludowa”. Lecz „lud” to naród. Okrzykiem bojowym klasy kapitalistycznej było to, że była przedstawicielem „ludu” wobec feudalnego porządku. Lecz uznajemy lud za pojęcie wszechklasowe. Zawiera w sobie tak wyzyskiwaczy, jak wyzyskiwanych. To dlatego stawiamy kwestię klasy w opozycji do wszystkich pojęć ludu czy „narodu”. Nacjonalizm jest wrogiem klasy pracowniczej, która nie ma własności prywatnej ani nikogo nie wyzyskuje. Jak ujął to Marks, „Robotnicy nie mają ojczyzny”. Wojna klasowa to nie „wojna ludowa”.

Uznajemy potrzebę pracowników do znalezienia inspirujących przykładów organizacji społecznej. To dlatego zwracamy się do Komuny Paryskiej z 1871 czy Rosji w 1905. Z tego powodu odnosimy się też do Hiszpanii latem 1936 czy Rosji zimą 1917-18. Żaden z tych przykładów nie był doskonały, lecz oba dawały jakieś pojęcie o tym, do czego zdolna jest klasa pracownicza. Oba zostały ostatecznie pogrążone przez imperialistyczną interwencję. Lecz były o wiele bliższe realnej proletariackiej autonomii niż to, co dzisiaj wciska nam się w Rojavie czy wszędzie indziej w Kurdystanie. Przyzwyczailiśmy się do sytuacji, w których lewica kapitalistyczna (trockiści, staliniści, maoiści) rusza poprzeć to czy tamto „mniejsze zło”, czy chwali ten czy tamten model jako „realny socjalizm” (Wenezuela, Boliwia, Kuba, Wietnam, itd., itp.), lecz wszystko, co robią, to zapraszanie nas do wzięcia udziału w imperialistycznych grach propagandowych naszych rządzących. Realna rewolucja społeczna nie może mieć miejsca wewnątrz jednego kraju, jak pokazują dzieje lat 20. i 30. XX wieku. Jeśli chcemy doczekać się autonomicznego ruchu klasowego zdolnego stworzyć społeczeństwo bez klas, wyzysku, bez państw i morderczych wojen, musimy walczyć o niego tam gdzie mieszkamy i pracujemy. Na dłuższą metę musimy stworzyć nasze własne, klasowe organizacje takie jak komitety miejsc pracy, rady bądź kolektywy czy cokolwiek, co jest stosowne do walki, lecz musimy także uczynić to częścią świadomej walki przeciwko kapitalizmowi we wszystkich jego formach. Oznacza to, że stworzenie międzynarodowego i internacjonalistycznego ruchu politycznego, przeciwnego wszystkim dzisiejszym projektom narodowym, jest nieodzowną częścią tej walki. Musi on być zdolny do zainspirowania i zjednoczenia rewolucyjnej świadomości szerszych mas pracowników. Nie jest to tak łatwe czy tak natychmiastowo zadowalające jak gardłowanie za tym, czy innym rzekomym robotniczym rajem ale jest to jedyna droga ku emancypacji ludzkości. To jest walka, której oddani jesteśmy w Internacjonalistycznej Tendencji Komunistycznej.

Jock

(1) Po recenzję dzieła Graebera o długu patrz http://www.leftcom.org/en/articles/2012-06-15/moralism-is-no-substitute…

(2) Po rozszerzoną wersję tej analizy patrz nasza broszura Spain 1934-9: From Working Class Struggle to Imperialist War. 3 funty (wraz z przesyłką) z BM CWO WC1N 3XX. Niektóre z artykułów pochodzących z niej można znaleźć na naszej stronie.

(3) PYD to Demokratyczna Partia Jedności, która jest franczyzą tureckiej PKK (Partii Pracujących Kurdystanu). Jej skrzydłem zbrojnym są YPG lub Powszechne Jednostki Obrony. Po więcej na ten temat patrz artykuł towarzyszący na naszej stronie Krwawa łaźnia w Syrii: wojna klasowa czy etniczna?

(4) Po wyjaśnienie imperialistycznej działalności w regionie patrz http://www.leftcom.org/en/articles/2014-10-15/iraq-the-new-caliphate-is…

(5) Po rozwinięcie tego tematu patrz http://www.leftcom.org/pl/articles/2014-09-18/75-lat-od-radzieckiej-inw…

(6) Nawet najwięksi zwolennicy PKK/PYD wyjawiają, że „opozycja chce ustanowić własną armię, lecz nie pozwala jej na to PYD.” http://www.anarkismo.net/article/27301

(7) Patrz http://aranews.net/2014/07/conscription-law-pyd-calls-syria-kurds-defen…

(8) Patrz Kurdish News Weekly Briefing, 3-29 listopada 2013:

Przywódca Demokratycznej Partii Jedności (PYD), Salih Muslim, ostrzegł że przyszła wojna Kurdów będzie przeciwko Arabom, którzy osiedlili się na obszarach kurdyjskich z pomocą reżimu syryjskiego. „Pewnego dnia ci Arabowie którzy zostali sprowadzeni na kurdyjskie ziemie będą musieli zostać wypędzeni”, powiedział Muslim w wywiadzie z Serek TV. Przywódca PYD powiedział, że sytuacja w Qamishli i Hasakah jest szczególnie wybuchowa, i że „jeśli to będzie dalej trwać, dojdzie do wojny Kurdów z Arabami”. Qamishli to największe kurdyjskie miasto w Syrii a Hasakah chlubi się większością bogactwa naftowego kraju. Siły zbrojne Muslima znane jako Powszechne Jednostki Obrony (YPG) kontrolują obszary kurdyjskie w Syrii od przeszło półtora roku. To z przychylnej PKK strony: http://peaceinkurdistancampaign.com/2013/11/29/kurdish-news-weekly-brie…